Pasta jajeczna

Przymierzam się powoli do diety oczyszczającej dr Dąbrowskiej, polegającej na jedzeniu tylko i wyłącznie warzyw (nie wszystkich) i owoców (ZDECYDOWANIE nie wszystkich) przez tydzień. Dlatego pewnie widać na moim blogu coraz większy ukłon w kierunku dań bezmięsnych. Nie żebym nie lubiła mięsa. Nic bardziej błędnego – pod tym względem moje upodobania są podobne do upodobań przeciętnego mężczyzny 🙂

Kolejnym z cyklu wegetariańskich, bezglutenowych i – oczywiście – bardzo szybkich w przyrządzeniu (całość wliczając wystudzenie jajek zajmuje mniej więcej 15 min) przepisów jest pasta jajeczna.

Składniki:

  • 4-5 jajek
  • 2 łyżki cebuli (najlepiej szalotki)
  • 2 łyżki majonezu
  • 1 łyżka musztardy
  • sól
  • pieprz
  • szczypiorek

Przygotowanie:

1. Jajka gotuję na twardo, studzę 5 min, wyciągam z wody i obieram. Następnie trę je na grubej tarce do miseczki.

2. Cebulkę siekam w bardzo drobną kostkę i wrzucam do miski ze startymi jajkami.

3. Dodaję majonez, musztardę, posiekany szczypiorek (lubię gdy jest go naprawdę dużo).

4. Doprawiam solą i pieprzem do smaku.

5. Intensywnie mieszam i pasta jest już gotowa 🙂

pasta jajeczna2

 

Najbardziej lubię tą pastę podaną na toście z (bezglutenowej – oczywiście) bułki z dodatkiem masła:

pasta jajeczna3pasta jajeczna1

Zdaję sobie sprawę, że nie każdemu odpowiada dodanie cebuli do tego przepisu. Apeluję jednak: Nie bójmy się cebuli! Szczególnie w okresie jesienno-zimowym. Cebula to bowiem naturalny antybiotyk. Największą jej zaletą są silne właściwości bakteriobójcze, grzybobójcze i  dezynfekujące. Cebula skutecznie pobudza układ immunologiczny, zwiększając odporność człowieka na choroby, czy zanieczyszczenie powietrza.cebula

Sałatka Grecka

Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam sałatkę grecką ! Jako, że wydaje się, że jest tyle wersji tej sałatki, ile osób je przyrządzających – postanowiłam dziś podzielić się własnym przepisem, wzorowanym na tym, jak tą sałatkę podaje się w Grecji 🙂

Nie byłabym sobą gdybym nie popłynęła we wspomnienia z nie tak dawnego, wrześniowego wyjazdu na Zakynthos, gdzie urzekła mnie (między innymi) wspaniała grecka kuchnia. A oto i kilka zdjęć ze wspomnianego wyjazdu pod hasłem „Greckie Przysmaki”:

Mrożony jogurt z dżemem z róży:

Sałatka grecka i pita z gyrosem:

Rozgryziona przeze mnie figa:

Krewetki w sosie winnym:
Pieczywo czosnkowe:

Poszukiwanie inspiracji:

Prawdziwa uczta dla podniebienia !

Poniżej przedstawiam mój przepis na sałatkę grecką. Warto wspomnieć, że ‚tradycyjna’ sałatka grecka nie zawiera w sobie sałaty (!), o czym w wielu polskich restauracjach wciąż się nie pamięta.

Składniki: (dla 2-3 osób):

  • 2 pomidory (najlepiej malinowe)
  • 1 papryka
  • 1 ogórek
  • 100 g sera feta (ja używam tego firmy Arla)
  • 1 mała czerwona cebula (może być delikatniejsza w smaku szalotka)
  • kilka wydrylowanych oliwek (czarnych lub zielonych)
  • oliwa z oliwek
  • sól i pieprz do smaku

Przygotowanie:

Kroję pomidory i ogórka w drobną kostkę, paprykę w drobne paski, które kroję na pół, a cebulę w cienkie plastry. Kroję fetę w kostkę grubości 1×1 cm. Polewam sałatkę oliwą. Doprawiam solą i pieprzem do smaku.

Sałatka jest już gotowa. Podstawowa różnica pomiędzy tą serwowaną w Grecji a moją polega na tym, że Grecy podają na sałatce płat fety w całości. Ja natomiast lubię pokroić fetę w kostkę. Sałatka w ten sposób lepiej wygląda i.. wygodniej się ją je.

Krem z kalafiora i cukinii

Pozazdrościłam Zosi i Kasi ich kremu z kalafiora i postanowiłam zrobić własny:) Moja zupa ma mlecznobiały kolor i jest nie tylko zdrowa, ale i przepyszna i sycąca. Idealna na chłodne jesienne wieczory. Moja propozycja serwowania: z odrobiną jogurtu, podsmażaną wędzoną polędwicą i udekorowana pietruszką. W towarzystwie czosnkowych grzanek zupa ta może nawet zastąpić obiad.

Składniki:

  • 1 kalafior
  • 1 cukinia
  • 2 ząbki czosnku
  • 1 mała cebulka
  • lubczyk
  • sól
  • pieprz
  • pietruszka

Przygotowanie:

  1. Myję kalafiora, dzielę na tzw. różyczki i wrzucam do gotującej się wody na 12- 15 min, do czasu aż kalafior stanie się miękki. Przyprawiam go lubczykiem, solą i pieprzem.
  2. Cukinię obieram i kroję na plastry, które podpiekam na rozgrzanej oliwie wraz z cebulką posiekaną w drobne prążki i drobno posiekanym czosnkiem przez ok 10 min – aż cukinia zmięknie i lekko się zarumieni.
  3. Kalafior studzę przy otwartym oknie 5-10 min.
  4. Kalafior, cukinię, cebulę i czosnek wraz z odrobiną wody pozostałej z gotowania kalafiora przekładam do blendera i miksuję ok. 2 min.
  5. Zmiksowane warzywa przekładam z powrotem do garnka, dodaję 2-3 łyżki jogurtu naturalnego.
  6. Szynkę kroję w plastry i wkładam je na 150 st. do piekarnika na 5 min. Upieczone plastry szybki kroję w drobną, symetryczną kostkę i wrzucam je do zupy.
  7. Przyprawiam solą i pieprzem do smaku.
  8. Zupa jest już gotowa:) Smacznego.

A oto moja propozycja podania tej zupy:

Naleśniki bezglutenowe z serem, szynką i pieczarkami

Moje pierwsze skojarzenie z naleśnikami? Paryż i tamtejsze Crepes, czyli bardzo cienkie, zwinięte naleśniki z nadzieniem. Chyba każdy, kto odwiedził Paryż wie o co mi chodzi.

Najbardziej smakowały mi Crepes z okolic Montmartre 🙂 Znajdują się one w czołówce najlepszych wspomnień z mojej podroży do Paryża w Marcu 2010.

Dziś – wyjątkowo – będzie prosto 🙂 W tym przepisie skupiłam się bowiem na „bezglutenowości” naleśników. Moim zdaniem za kilka lat w naszych rodzimych naleśnikarniach  na porządku dziennym będzie (a przynajmniej powinno być..) oferowanie dań bezglutenowych obok tych przygotowanych z normalnej mąki. Na razie jednak pozostaje mi (i pewnie wielu innym osobom) przygotowywanie bezglutenowych naleśników w domu.

Moją propozycję na najbardziej klasyczne naleśniki „na słono” przedstawiam poniżej.

Składniki (na 6 dużych naleśników):

  • 2 jajka
  • 1,5 szklanki mleka
  • 1,5 szklanki mąki bezglutenowej pierogowo – makaronowej
  • szczypta soli
  • szczypta cukru
  • 100 ml wody (opcjonalnie)
  • 15 dag pieczarek
  • 100 g startego sera (np. Mozzarella)
  • 100 g szynki

Przygotowanie:

  1. Do dużej plastikowej miski wsypuję 1,5 szklanki mąki bezglutenowej, wlewam 1,5 szklanki mleka, dodaję szczyptę soli i cukru oraz 2 jajka. Wszystko miksuję przez kilka minut na niskich obrotach do uzyskania jednolitej masy. Jeśli ciasto będzie za gęste, dodaję trochę wody i dalej miksuję.
  2. Ciasto odstawiam na 5 min.
  3. W tym samym czasie kroję pieczarki w cienkie plastry i opiekam je na oliwie przez 20 min, dodając do nich po upływie połowy czasu smażenia paprykę w proszku i pieprz.
  4. Szynkę kroję w drobną kostkę.
  5. Składniki umieszczam na 1/4 powierzchni naleśnika, następnie składam go na pół i jeszcze raz na pół – tworząc kształt trójkąta.
  6. Naleśniki przekładam na blachę i podgrzewam w piekarniku w temperaturze 150 st. przez ok. 10 min.

Moje propozycje podania:

Ja podczas konsumpcji:
I wreszcie: naleśnik w specjalnej wersji mini – dla najmłodszych:

Śniadanko: tosty z chleba orkiszowego z wędzonym łososiem, rukolą i jajkami przepiórczymi

Ostatnio zauważyłam, że z dań obiadowych coraz częściej przerzucam się na te śniadaniowe. Brak czasu? Wygoda? Lenistwo? Pewnie wszystko po trochu 🙂 Faktem jest, że ze względu na różne okoliczności – stosunkowo rzadko celebrujemy nasz pierwszy i zarazem najważniejszy posiłek.

Co zrobić, by śniadanie było proste, smaczne, ZDROWE, a także niebanalne, a jego przygotowanie zajęło nie więcej niż kwadrans? Wbrew pozorom, to wcale nie takie trudne. Moja propozycja nie wymaga wybitnych kuchennych zdolności, lecz jedynie trochę finezji i zamiłowania do niecodziennych składników.

Pomimo, że składniki dla niektórych mogą wydawać się dość wysublimowane, ich połączenie stanowi prostą, ale  idealną w smaku kompozycję – uwierzcie, to istna uczta dla kubków smakowych! Spis składników przedstawiam poniżej.

Składniki:

  • 2 kromki chleba orkiszowego
  • Masło osełkowe
  • Wędzony łosoś norweski
  • 3 jajka przepiórcze
  • Rukola
  • 2 małe plasterki cytryny

Przygotowanie:

1. Gotuję jajka przepiórcze 4 min. Po ugotowaniu, gdy są jeszcze gorące lekko rozbijam ich skorupki (będą się wtedy dobrze obierać). Studzę w zimnej wodzie ok. 2 min. Obieram jajka i kładę na talerzu.

2. Przygotowuję 2 tosty z chleba orkiszowego. Nakładam na nie masło osełkowe, które delikatnie się roztopi. Na to kładę łososia oraz rukolę. Całość można pokropić lekko sokiem z cytryny, podkreśla to smak łososia.

A oto i moje śniadanko:

Idealnie smakuje z czarną herbatą z miodem, syropem malinowym i ćwiartką pomarańczy oraz lokalną, trójmiejską prasą 🙂

 

Jajka faszerowane tuńczykiem, cebulą i chrzanem i serem żółtym


Pewnej nocy przyśniło mi się śniadanie. Na śniadanie były faszerowane jajka. Tamtego ranka uświadomiłam sobie, że pomimo, że jest to potrawa stosunkowo mało skomplikowana, a przy tym bardzo przeze mnie lubiana, właściwie nigdy wcześniej nie miałam okazji sama zrobić faszerowanych jajek! Więc nie wiele myśląc.. zabrałam się do roboty 🙂

Faszerowane jajka sprawdzą się nie tylko jako świetne, niekonwencjonalne śniadanie, ale także jako przekąska na przyjęcie z rodziną lub przyjaciółmi.

Składniki:

  • 8 jajek
  • Chrzan
  • 1 mała cebulka
  • 10 dag startego sera żółtego
  • Majonez
  • Świeżo zmielony pieprz
  • Sól
  • Pół puszki tuńczyka w sosie własnym

Przygotowanie:

  1. Jajka gotuję na twardo, odstawiam do ostudzenia na 5-10 min w zimnej wodzie, obieram. Kroję jajka na pół. Łyżką usuwam żółtka i wrzucam je do osobnej miseczki.
  2. Przygotowuję farsz według przepisu:
  • Jajka faszerowane tuńczykiem: odsączam ½ puszki tuńczyka w sosie własnym i mieszam go z żółtkami z 3 jajek, 2 łyżeczkami majonezu, solą i pieprzem na jednolitą masę.
  • Jajka faszerowane chrzanem i cebulką: siekam małą cebulkę w bardzo drobną kostkę, mieszam ją z 2 łyżeczkami majonezu, 2 łyżeczkami chrzanu, żółtkami z 2 jajek, solą i pieprzem. Ucieram na jednolitą masę.
  • Jajka faszerowane serem żółtym: drobno starty ser żółty mieszam z 2 łyżeczkami majonezu, żółtkami z 3 jajek, solą i pieprzem. Ucieram na jednolitą masę.

A oto i efekty (myślę, że jajka na zdjęciach wyglądają dokładnie tak jak te z mojego snu):

Przy tworzeniu tego „dania” inspirowałam się wpisem dotyczącym faszerowanych jajek na blogu: http://kuchniaszerokootwarta.blogspot.com

Hamburger

W zasadzie nie przepadam za mielonym mięsem, dla hamburgerów robię jednak wyjątek. Hamburger kojarzy mi się z dzieciństwem i (relatywnie częstymi) wizytami w „restauracjach” McDonald’s (oczywiście głównym celem tych wizyt było kompletowanie kolekcji zabawek). Ostatni odcinek programu Masterchef, a dokładnie – przepis mojej ulubionej uczestniczki, Kingi, zainspirował mnie do stworzenia swojego pierwszego w życiu hamburgera. Muszę dodać, że był to także pierwszy raz kiedy odważyłam się sama przygotować kotlety mielone 🙂 Przepis, który wbrew pozorom uważam za raczej skomplikowany, przestawiam poniżej:

Składniki (na 4 hamburgery, dla 2 osób):

  • 300 g mielonego mięsa wołowego
  • 1 cebula biała
  • musztarda
  • ketchup
  • 2 kromki chleba tostowego
  • 4 bułki do hamburgerów (ja użyłam tych firmy Nowakowski – polecam !)
  • 1 pomidor
  • 2 małe ogórki kiszone
  • kilka liści sałaty lodowej
  • 1/2 łyżeczki cukru
  • 1/2 łyżeczki octu winnego
  • sól
  • pieprz

Przygotowanie:

1. Mięso myję, dodaję sól i pieprz oraz trochę wody, pół posiekanej cebuli, łyżkę musztardy i starte 2 kromki chleba tostowego. Odstawiam na 10 min. Formuję 4 kotlety i odstawiam do lodówki na 1-2 h.

2. Cebulę karmelizuję na odrobinie oliwy, dodaję 1/2 łyżki cukru, na koniec dodaję jeszcze 1/2 łyżki octu winnego. Cebula powinna być gotowa po 5 min przypiekania na niezbyt dużym ogniu (!).

3. Bułki kroję na pół i podpiekam przez 10 min w piekarniku w temperaturze 150 st.

4. Kroję pomidora w cienkie plastry, a ogórki przecinam na pół. Sałatę myję, osuszam i rwę na drobniejsze części.

5. Dolną część bułki smaruję musztardą, dodaję karmelizowaną cebulkę, kotleta, pomidora, sałatę i ogórka. Górną część bułki smaruję ketchupem.

Najlepiej podawać od razu po przygotowaniu, gdy bułka i kotlet są gorące, a sałata i cebulka chrupiące. Smacznego 🙂

A oto i efekty:

Przepis na hamburgera Kingi: http://masterchef.tvn.pl/ksiazka-przepisow/kinga-paruzel-hamburger-wolowy-z-karmelizowana-cebula,65416.html

 

 

Placek po Cygańsku, czyli obiad w Karczmie Kociewskiej

Dziś dla odmiany nie będzie przepisu. Dzisiejszym wpisem chciałabym bowiem rozpocząć nowy cykl: „Moje ulubione restauracje, moje ulubione dania”, w którym będę dzielić się z Wami najbliższymi memu sercu smakami.

Co przychodzi Wam na myśl, gdy usłyszycie: „Placek po Cygańsku”? Nie wiem jak Wam, mi natomiast ta potrawa niezmiennie od lat kojarzy się z jedną z moich ulubionych restauracji – Karczmą Kociewską.

Karczma Kociewska zlokalizowana jest w małej miejscowości – Szpęgawsku, położonym około 7 km od zjazdu z autostrady A1 w kierunku Łodzi i Człuchowa, 5 km od Starogardu Gdańskiego. Dla wielu jest to miejsce niezwykłe przede wszystkim dlatego, że odbywają się w nim niecodzienne przyjęcia, wesela, rodzinne spotkania, a także inne imprezy okolicznościowe. A to za sprawą dwóch przestronnych sal.

Szpęgawska Karczma Kociewska (http://karczma-kociewska.pl/) jest jednak przede wszystkim codziennie otwartą restauracją wraz z pokojami hotelowymi. Karczmę odwiedzam regularnie, przede wszystkim dlatego, że spełnia ona 3 najważniejsze kryteria, którymi zwykle kieruję się przy wyborze restauracji:

  • Duże porcje (Tak – uwielbiam to uczucie sytości w brzuchu po skończonym obiedzie i nic na to nie poradzę, że może i zdrowiej jest nie najadać się do syta. Nie najedzenie się w restauracji nie doda jej punktów w moim subiektywnym rankingu, wszelkie snobistyczne miejsca gdzie im mniejsze porcje „tym lepiej” nie są zatem dla mnie);
  • Bardzo rozsądna cena w stosunku do jakości (i wielkości) potrawy;
  • Atmosfera miejsca, czyli kombinacja pozytywów takich jak: miła obsługa, wygodne krzesła, rozsądny (15 – 20 min) czas oczekiwania na zamówienie – wszystko to, co powoduje, że wiem, że do TEJ restauracji będę wracać regularnie.

Pomyślicie: „Dlaczego akurat to miejsce zdecydowałam się opisać?” Dla mnie bowiem jest ono szczególne, przede wszystkim za sprawą mojego ulubionego dania, jakim jest Placek po Cygańsku, żartobliwie nazywany przeze mnie „Plackiem po Kociewsku”.

Miałam okazję jeść Placek po Cygańsku w wielu miejscach i śmiało mogę przyznać, że nigdzie indziej ta kombinacja gulaszu wieprzowego, placka ziemniaczanego i wspaniałego śmietanowego sosu, nie smakowała mi tak, jak tu. Szef kuchni z zasady nie zdradza szczegółów przepisu (ze mną jednak podzielił się kilkoma  szepniętymi na ucho szczegółami), gdyż jest on wieloletnią tajemnicą Karczmy.

Pozostaje więc wsiąść w samochód (bądź pociąg) i wybrać się do Karczmy Kociewskiej, a sami z pewnością zrozumiecie, co miałam na myśli!

Bruschetta

Zainspirowana niedawną wizytą w – podobno –  najlepszej włoskiej pizzerii w Trójmieście (http://www.restauracjatesoro.pl/) oraz rozsmakowana we wspaniałej serowanej tam Bruschetcie, postanowiłam udowodnić sobie i innym, że pomimo zaawansowanej jesiennej pogody, nasze polskie pomidory wciąż mają smak przypominający nam jak niedawne jeszcze lato..

Bruschettę cenię za to, że jest daniem prostym, szybkim w przygotowaniu, zdrowym, ale także bardzo efektownym. Do przygotowania Bruschetty potrzebne są bowiem jedynie 4 składniki! Na tą proponowaną przeze mnie składają się: pół bagietki korzennej, czosnek, pomidor oraz oliwa z oliwek.

Składniki (dla 1 osoby):

  • Pół bagietki korzennej
  • Oliwa z oliwek z pierwszego tłoczenia (jak najlepszej jakości)
  • Jeden duży pomidor
  • Dwa ząbki czosnku
  • Sól
  • Pieprz
  • Listki bazylii lub rukoli do dekoracji

Przygotowanie:

  1. Kroję bagietkę korzenną na pół, polewam ją obficie oliwą.
  2. Wyciskam po 1 ząbku czosnku na każdą połówkę bagietki.
  3. Nagrzewam piekarnik do 150 stopni i wkładam 2 kawałki bagietki na 10 minut aż bagietka będzie chrupka.
  4. Kroję pomidora w dość drobną kostkę, następnie posypuję go pieprzem i solą.
  5.  Wyciągam bagietkę z piekarnika i delikatnie nakładam na nią kawałki pomidora.
  6. Dekoruję Bruschettę świeżą bazylią.